Libba Bray

Rozmowa z autorką

WŁASNYMI SŁOWAMI
Rozmowa z Libbą Bray

– Początkowo wyobrażała sobie pani Gemmę jako bohaterkę, która potrafi wyrazić się dosadnie i spuścić komuś lanie – wszystko to w gorsecie i krynolinie. Co się zmieniło w tej postaci, gdy zaczęła pani pisać, a co pozostało takie samo?
– Trudno w to uwierzyć, ale wyobrażałam sobie, że zarówno postać Gemmy, jak i sama książka będą lekkie i przyjemne. Może dlatego, że nadprzyrodzone wizje, tajemne stowarzyszenia oraz gromady nie całkiem martwych ludzi to zawsze niezła zabawa. Cóż, zawsze wyobrażałam sobie Gemmę jako sardoniczną komentatorkę życia społecznego rodem z powieści Jane Austen i myślę, że to się nie zmieniło. Ale jak to się często dzieje w trakcie pisania, postać przejęła prowadzenie i odkryłam, że Gemma jest o wiele bardziej wrażliwa, pełna sprzeczności, irytująca, słowem − ma wszystkie te smakowite cechy, które czynią nas ludźmi. I bardzo się z tego cieszę.
– Gemma zostaje przyjęta do elity szkoły w Spence tylko dzięki szantażowi – poznaje tajemnicę, która może zrujnować przyszłość Felicity. Ale w miarę jak pogłębia się jej znajomość z dziewczętami, Gemma zaczyna darzyć je przyjaźnią i zaufaniem. Sama otrzymuje jednak w zamian nie tylko pozytywne uczucia, ale też złość i nieufność. Jedyną zasadą obowiązującą w Zakonie jest to, że dziewczęta muszą zawsze mówić sobie prawdę. Ich przyjaźń w końcu okazuje się równie niebezpieczna, jak głęboka. Czy pisząc o Gemmie, Felicity, Pippie i Ann, myślała pani o kimś znajomym?
– I tak, i nie. Do pewnego stopnia odtworzyłam własne przyjaźnie z okresu dorastania, które były bardzo silne i ważne w moim życiu. Jako nastolatka czułam się wyobcowana emocjonalnie z rodziny i relacje z rówieśnikami wiele dla mnie znaczyły. Ale w pewnym momencie postaci zaczynają żyć własnym życiem i stają się tym, kim są, a ty jako pisarz możesz im tylko towarzyszyć. Mnie bardziej chodziło o przypomnienie sobie dynamiki pewnych związków i uczuć (Jak to jest być nowym uczniem w klasie? Jak to się dzieje, że jednego dnia jesteście najlepszymi przyjaciółkami, a następnego dnia kłócicie się jak opętane? Jak to jest być o krok od zrobienia czegoś, co może doprowadzić do paskudnych kłopotów?), niż o koncentrowanie się na tym, że Felicity zachowuje się dokładnie tak, jak jedna z moich koleżanek z dzieciństwa. Odkrywanie postaci i ich reakcji stanowi dla mnie część radości pisania. Dzięki temu zgłębiam zakamarki ludzkiej natury, a to zawsze jest interesujące doświadczenie.
– Powieść obfituje w detale z epoki wiktoriańskiej, postaci wydają się jednak realne i bardzo współczesne. Jak udało się pani wczuć w umysły dziewcząt, które żyły ponad sto lat temu?
– Cóż… oszukiwałam. Niewątpliwie jest w tym odrobina „kuchni fusion”. Chciałam przedstawić wszystkie pułapki tamtej epoki, która bardzo mnie fascynuje. Chciałam też pokazać uczucia dziewcząt u zarania nowego stulecia, rozdartych pomiędzy dwoma światami: dojrzewaniem i dorosłością, seksualnym przebudzeniem i niewinnością, dziewiętnastym i dwudziestym wiekiem, losem ich matek oraz nauczycielek i śmielszym stylem życia, który być może stanie się ich udziałem. Jednocześnie pragnęłam, żeby były bohaterkami uniwersalnymi, obdarzonymi nowoczesnymi uczuciami. Czytając powieści i korespondencję z tamtych czasów, odkryłam jednak, że dziewczęta to dziewczęta, a uczucia zawsze pozostają uczuciami, nieważne czy w roku 1895, czy 2005. Te uczucia – potrzeba bycia kochaną i rozumianą, lęk przed rozczarowaniem innych, tęsknota i pożądanie, ciekawość i strach przed nieznanym – są ponadczasowe. Problemy związane z dorastaniem i formowaniem własnej osobowości pod wieloma względami pozostają takie same.
– Gemma i jej przyjaciółki czują się niewidzialne, jakby nie liczyły się w świecie, który zamieszkują. Gdy Tom, brat Gemmy, ma opisać cechy, których mężczyzna szuka w żonie, ujmuje to tak: „Nade wszystko powinna pilnować, aby jego nazwiska nie splamił żaden skandal, oraz nie robić nic, co by zwracało na nią uwagę” (str. 30). Kiedy Gemma i jej przyjaciółki przynoszą magię z międzyświata do rzeczywistości, stają się dosłownie niewidzialne i mogą robić to, czego nie wolno im było robić przedtem. Gemma mówi: „Och, Boże, jakież to jest wspaniałe, a jednocześnie przerażające.” (str. 296). To bardzo smakowita ironia. Dlaczego tak to pani sformułowała?
– Rety, czy to będzie na sprawdzianie? Czy ktoś tak napisał w recenzji? A swoją drogą, kto zadaje takie pytania? Dobrze, pozwólcie tylko, że podam chipsy i zaraz poważnie się nad tym zastanowię. Chyba chodziło mi o to, że posiadanie władzy jest zarazem wspaniałe i przerażające. Wspaniałe, ponieważ człowiek zyskuje pewność siebie i wolność. A przerażające, gdyż decyzje niosą za sobą konsekwencje i należy je brać pod uwagę. Jak mówi Spiderman: „Wielkiej władzy towarzyszy wielka odpowiedzialność”. Nie można mieć jednego bez drugiego. Władza i zobowiązania: wspaniałe, potworne i piękne. Porozmawiajcie o tym kiedyś. Ktoś ma ochotę na chipsy?
– Na stronie AGreatandTerribleBeauty.com wspomina pani, że postać Kartika jest wzorowana na prawdziwym chłopaku, w którym się pani kochała. Czy prawdziwy Kartik wie, że pani o nim napisała?
– A co, dzwonił do ciebie? Mówiąc serio, to nie mam pojęcia. Ostatni raz widziałam go, kiedy pracowałam jako kelnerka w Austen w Texasie. Przeżyliśmy typową wakacyjną miłość. Och, on był taki słodki! Kartik ma też cechy innego mojego przyjaciela z czasów college’u. Był półkrwi Indianinem i łączyła nas dość namiętna relacja. Śmialiśmy się równie często, jak kłóciliśmy. Ale naprawdę doskonale się rozumieliśmy i ten chłopak sprawił, że się bardzo pozytywnie rozwinęłam. Niestety z nim też straciłam kontakt. Cały czas mam jednak nadzieję, że znów się spotkamy, bo ciągle jestem mu winna 250$. Chyba chciałby je odzyskać? Christopher, kolego, mogę już oddać dług!
– Co pani sądzi o terminie „chick lit” ? Czy zaliczyłaby pani Mroczny sekret do tej kategorii?
– Powiem wprost: nienawidzę określenia „chick lit”, ponieważ jest poniżające. Nikt nie nazywa dzieł Johna Updike’a czy Philipa Rotha literaturą dla starych białych facetów. Ogólnie biorąc, pisarstwo mężczyzn, poza podstawowymi gatunkami literackimi, na przykład horrorem, sensacją, science-fiction, nie jest klasyfikowane i szufladkowane w taki sposób Podobne wrażenie odnoszę, gdy takim mianem określa się filmy. To brzmi pogardliwie. Tak jakby tematy poruszane w powieściach i filmach tworzonych przez kobiety oraz punkt widzenia kobiet-artystek były gorsze. Myślę, że najbardziej mnie ubodło, kiedy Jonathan Franzen (Korekty) zlekceważył program Ophry. Czułam, jakby w gruncie rzeczy mówił: „Och, ona wspomaga te, no wiecie, »piszące kobiety«, a ja nie mam ochoty znaleźć się z nimi w jednym worku”.
A teraz proszę, błagam, nie rozmawiajmy już o zalewających rynek egocentrycznych, pełnych żalów, opisujących głównie robienie zakupów powierzchownych powieściach, w których faceci stanowią tylko akcesoria, takie jak odpowiednio dobrane buty, a najgłębszymi uczuciami są egoistyczne dąsy bohaterki. Błe! Ludzie, nawet jako nastolatka nie znosiłam tych bzdur. Dobra, wygłosiłam mowę. Możemy kontynuować.
– W Mrocznym sekrecie istnieje tajne stowarzyszenie kobiet, Zakon, którego zadaniem jest strzeżenie międzyświata i przekazywanie wiedzy na jego temat, a także tajne stowarzyszenie mężczyzn, Rakshana, które z kolei ma powstrzymać kobiety od jakiegokolwiek kontaktu z międzyświatem. Czy te skonfliktowane grupy stanowią symbol walki kobiet z mężczyznami? Czy uważa pani, że współcześnie odbywa się walka płci?
– Rety, trudne pytanie. Pisząc Mroczny sekret, wiele rozmyślałam na temat tego, jak w perspektywie historycznej elity rządowe, medyczne i religijne starały się ograniczać kobietom dostęp do władzy. Kobiety, które odrobinę tej władzy posiadały – na przykład akuszerki czy zielarki – darzono nieufnością, a nawet prześladowano i palono. Przypuszczam więc, że postrzegałam Rakshana jak każdy religijny zakon, który uważa kobiety za „inne” i stara się trzymać je w cuglach. Ale skoro o tym mowa, to sądzę, że absolutnie żadna grupa sprawująca władzę nie ma ochoty tą władzą się dzielić.
Jeśli chodzi o drugie pytanie, uważam, że społeczeństwo bardziej się spolaryzowało, i to mnie smuci. Bardziej niż walka płci niepokoi mnie przyjmowanie sztywno określonych ról społecznych przypisanych do płci. Wystarczy spojrzeć na klipy w MTV i na większość filmów, w których mężczyźni są macho, a kobiety interesują się wyłącznie seksem i modą. Chyba nie widziałam okładki magazynu młodzieżowego, na której nie byłoby skąpo odzianej nimfetki wpatrującej się w obiektyw z szeroko otwartymi oczami i wydętymi usteczkami, jakby mówiła: „Rety, to wszystko, co potrafię. Chciałabym i fajnie się ubrać, i mieć jakieś zainteresowania, ale zmęczyło mnie dopasowywanie ramiączek od stanika…” Okropność!
Wydaje się, że wszystko powinno być bardziej wypośrodkowane. Moich kolegów zawsze ceniłam równie wysoko jak koleżanki. Jesteśmy różni. Mamy do zaoferowania różne cechy i to jest wspaniałe. Jako kobiety musimy być również świadome, że często za bardzo się ograniczamy. Uważam, że najbardziej radykalne pytanie, jakie kobieta czy dziewczyna może zadać, brzmi: „Czego ja chcę?”. Nie potrafimy o to pytać, a tylko zadając sobie to pytanie, tylko wiedząc, czego chcemy, możemy naprawdę to zdobyć. Tylko wiedząc, czego pragniemy, możemy przestać czekać, aż inni nam to podadzą na tacy. Oczekiwanie prowadzi nas do frustracji i poczucia bezsilności. To, czego chcemy, jest ważne. To, jakie jesteśmy jako całość – nie tylko pod względem „dobrych” cech – też jest ważne. Jeśli ktoś chce ci zrobić zdjęcie na okładkę popularnego magazynu, na którym będziesz miała tylko pasek i taki wyraz twarzy, jakby coś ci wpadło do oka, to powiedz mu, żeby się… powiedz mu: „Nie”.
– Panna Moore mówi: „Nie ma bezpiecznych decyzji… Są tylko różne decyzje” (str. 238). Co ma na myśli? I czy spotkamy się z nią jeszcze w następnej powieści?
– Wydaje mi się, że jako społeczeństwo jesteśmy bardzo zaprzątnięci ideą bezpieczeństwa i ochrony. Ona napędza naszą gospodarkę. Ona buduje osiedla za zamkniętymi bramami. Ale bezpieczeństwo to złudzenie. Naprawdę nic takiego nie istnieje. Myślę, że każdy, kto żyje we współczesnym świecie, jest tego mniej lub bardziej świadomy. (Nie twierdzę, że powinniście sprawdzić tę teorię, skacząc ze skały czy jeżdżąc bez pasów. Złudzenia i głupota to dwie różne sprawy. Nie należy ich mylić.) Jednak chcemy zawsze mieć pewność, że podejmujemy „właściwą” decyzję, że mamy gwarancję zwrotu pieniędzy. Rzecz w tym, że każda decyzja niesie za sobą poczucie odpowiedzialności i element niepewności. Musisz z tym żyć i wyjść poza lęk. Z pewnością będzie więcej panny Moore w drugim tomie.
– Była pani kelnerką, nianią, kucharką, że wymienię tylko kilka pani zajęć. Uważa pani, że takie szerokie spektrum doświadczeń bardziej pomogło czy przeszkodziło w drodze do publikacji książek? Jaką radę dałaby pani początkującym pisarzom?
– Każde doświadczenie, które zdobywamy na tej planecie jako istota ludzka – od przyziemnych przez absurdalne po wzniosłe – odkłada się w banku pisarskim. Osobiście lubię wykorzystywać je wszystkie. Przynajmniej chcę wierzyć, że mogę wynieść jakąś korzyść z tych koszmarnych sześciu miesięcy powtarzania: „Życzy pan sobie gorący sos czy ser? Dziękuję bardzo, szerokiej drogi”. (Od dawna twierdzę, że każdy obywatel tego kraju powinien mieć obowiązek przepracowania co najmniej dwóch lat w sektorze usługowym. Powstałby wtedy naród, który mówi „proszę”, „dziękuję” i daje dwudziestoprocentowe napiwki. Ale to już inna historia.) Moje rady dla początkujących pisarzy są dość proste: (1) Czytajcie wszystko. Czytajcie to, co was interesuje i porusza. Czytajcie to, co was prowokuje. Czytajcie dla przyjemności. Czytajcie zawodowo. Czytajcie zamiast oglądać televizję. Po prostu czytajcie, bo to może odmienić wasze życie. Moje odmieniło. (2) Żyjcie własnym życiem. O to chodzi w pisarstwie. Nikt nie żyje waszym życiem, nie widzi świata tak jak wy − poza wami samymi. Jesteście wyjątkowi, a to piękna, piękna sprawa, kochani. (3) Możecie pisać, o czym zechcecie, tylko nie kłamcie. (4) Dobrze się bawcie, na litość boską! To nie jest operacja na otwartym mózgu. Nie zabijecie nikogo, jeśli nie dobierzecie odpowiednich słów. Możecie je poprawić później. Pisanie to władza i wy tutaj panujecie. Możecie powiedzieć wszystko, co chcecie, pragniecie, musicie. A to zdumiewające uczucie.
– Ostatnie zdanie powieści jest chyba najmocniejsze: „Ponieważ chcę zobaczyć, jak daleko dotrę, zanim będę musiała się zatrzymać”. W trakcie opowieści Gemma wiele się dowiaduje na swój temat, ale musi jeszcze w pełni zrozumieć rolę, jaką odegra w Zakonie – i we własnym życiu. Czy mogłaby nam pani powiedzieć coś o drodze, którą Gemma przejdzie w Aniołach buntu, kontynuacji Mrocznego sekretu?
– Mogłabym. Ale potem musiałabym was zabić.

2 komentarzy:
  1. Roxana

    Kiedy będzie premiera Aniołów buntu?

  2. Lefdeemyetess

    hi all my best world !!!

Dodaj wpis

Też chcesz mieć swój własny avatar?

Wyszukiwarka

Użyj formularza aby przeszukać stronę:

Jeśli nie znalazłeś tego czego szukałeś, skontaktuj się z nami.